Follow by Email

niedziela, 2 października 2011

Powiew południa w Mikulowie i Lednicy

Zamek oraz rynek mikulowski

Mikulowskie ruinki



Jak już wspominałam w poprzednich postach, piękniejsze lato w tym roku mamy w październiku niż w lipcu. Niestety wakacje się skończyły i jedyne, co nam pozostaje, to weekendowe wypady po okolicach Brna. Aż do przyszłego roku trzeba zapomnieć o ciepłych krajach i odkrywać Morawę. Aby poczuć południową bryzę na twarzy oraz nacieszyć oczy porośniętymi winoroślami wzgórzami oraz nabrzmiałymi kiściami zwisającymi z oplatających domy krzewów, należy wybrać się na najbardziej południowe krańce Morawy Południowej, pod samą granicę austryjacką. Stolicą morawskich win jest Mikulow (Mikulov), który słynie ze swojego stosunkowo łagodnego klimatu, sprzyjającego hodowli winnej latorośli. Jest to miasteczko maleńkie, ale bardzo interesujące i urokliwe. Warto zwiedzić tam zadbany ryneczek, na którym w tą słoneczną niedzielę można było napić się kawy w jednej z kilku kawiarni lub spróbować jednego z wielu lokalnych win, na przykład czerwonego Modrego Portugala lub białego Veltlinskégo Zelenégo. Nieopodal ryneczku znajduje się również zamek górujący nas miastem, a także romantyczne ruinki. Na zamku zobaczyć można zadziwiającą oraz dość właściwie obsceniczną rzeźbę Jaroslava Róny, która mnie osobiści kojarzyła się z równie szokującymi dziełami innego Czecha, Davida Černego (np. z czarnymi dziećmi wspinającymi się po wieży telewizyjnej w Pradze). Na wytrwałych piechurów i pielgrzymów czeka także wspinaczka na Svatý kopeček.
Rzeźba Jaroslava Róny - tył
Jedna z rzeźb Davida Černego
front pałacu w Lednicy
Minaret w Lednicy
Spacer po wąskich uliczkach Mikulowa raczej nie zajmie nam więcej niż dwie godziny, dlatego warto się przy okazji wybrać do kompleksu pałacowego wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO w Lednicy, oddalonych o zaledwie 16 km. Swoim stylem kojarzy się on nieco z zabytkami, jakie spotkać można np. w południowej Francji i otoczony jest dwustuhektarowym parkiem, poprzecinanym rzeczułkami i zalewami. Jakby komuś było mało tych południowych inspiracji, w oddali między drzewami majaczy minaret, ponoć najwyższy w krajach niemuzułmańskich. Na terenie ogrodu pałacowego, można również za opłatą 60 koron (40 dla studentów), wejść do palmiarni i poczuć na twarzy "uderzenie gorącą mokrą szmatą", czyli namiastkę klimatu tropikalnego.
Oprócz tych egzotycznych akcentów, w jednej z restauracji odnalazłam również akcent polski, a mianowicie menu w języku Mickiewicza i Kochanowskiego. Trzeba przyznać, że nie zdarza się to często poza granicami naszego kraju.

1 komentarz:

  1. A Cernego bardzo lubię przystanek autobusowy w Libercu :-)

    OdpowiedzUsuń