 |
zdjęcie autorstwa Pawła Ziarko |
Gdyby w Familiadzie pojawiło się hasło "Jeśli na piwo, to do...", na pewno odpowiedź "Czechy" znajdowałaby się na pierwszym, najwyżej punktowanym miejscu. Każdy Polak przecież wie, że po przekroczeniu granicy polsko-czeskiej należy się zatrzymać w hospodzie na smażony ser z hranolkami i tatarską omaczką oraz browarka.
 |
zdjęcie autorstwa Marty Kocot |
Wiele wrocławskich barów ostatnimi czasy również specjalizuje się w serwowaniu lanych i butelkowanych specjałów importowanych od naszych sąsiadów zza południowej granicy, takich jak Primator, Kozel czy Pilsner. Nie ma to jednak jak piwo ważone na miejscu, chciałoby się rzecz - jeszcze ciepłe (na szczęście jednak nie:)). W Ołomuńcu z podawania świeżego, wyrabianego na miejscu piwa, w którym niekiedy pływają jeszcze kawałki chmielu, słynie Svatovaclavsky pivovar. Oferuje on, w zależności od dnia, takie ciekawostki, takie jak: piwo czekoladowe, kawowe czy wiśniowe, řezané, czyli mieszanka ciemnego i jasne, a nawet relaks w piwnych łaźniach. Oprócz tego, można tam zjeść zarówno obiad, jak i jedną z typowych dla tego kraju zakąsek piwnych, jak na przykład: nakladaný hermelin, czyli marynowany na ostro camembert, czy też śmierdzący ołomuniecki serek (olomoucké tvarůžký), będący słynną specjalnością regionu.
Co dość nietypowe, jak na czeskie warunki - lokal jest całkowicie wolny od dymu.
Więcej na temat Svatovaclavskego pivovaru:
http://www.svatovaclavsky-pivovar.cz/.